środa, 7 maja 2008

A330 i karateka spadochroniarz.

Odwrotnie niż w tytul wydarzenia sie miały... Zacznę od końca i wcale nie po kolei:) Jak się już pewnie domyslacie jestem już na miescjcu czyli na Joseph Renaud. Samolot wylądował punktualnie mimo opóźnienia jakie zaliczył jeszcze w Wawie. W Monachium byłem troche później i zaledwie starczyło mi czasu na WC i znalezienie drogi do H28 i ustawienie sie w kolejce do pokładu Airbusa A 330. Sam lot oczywicie nudny jak cholera. Mimo szergu multimediów na pokładzie nie szło wytrzymać tak długiego loto nie rozmyslając o bolącym tyłku. Na szczescie panie z Lufthansy w regularnych odstępach czasu donsoiły posiłki, napiwki i przekąski. Sam upływający czas próbowałem zabić lekturą Ch. B., Gazety, słuchaniem MP3, radia i oglądaniem filmów z biblioteki Lufthansy. Ale wierzcie mi z moim chrakterem przez 8 godzin udało mi się ogbejrzeć tylko jeden film...Hmmmm... w tej włanie chwili jestem na nogach od 20 godzin, zatem powoli spada mi tempo i jakosc pisania:) Zatem pozwólcie, że na tym dzis zakończę a jutro po południu czasu polskiego dorzuce więcej do pieca! Na wieczór dzisiejszy to wszystko. Za chwilę wybieramy się z Rafałem do trucka i jedziemy w krótką trasę z której wrócimy jutro przed południem.

Wszystko jest takie jak zapmiętalismy Asiu:)
P.S. sory za wsie błedy, kłopoty z wersją językową klaiwszy. No miały byc multimedia.... Mam nadzieję, że juto wrzucę!
A to trasa w która wyruszamy:)