wtorek, 20 maja 2008

Back in Montreal

Jakis napalony policjant wcisnal nam mandat za spozywanie alkoholu na plazy. Cwaniaczek zaszedl nas od zawietrznej w momencie kiedy mialem sie napic piwa z ostatniej puszki. Na moje szczescie nie zblizylem nawet ust. Przedstawiciel prawa (w tutejszym slangu : gestapowiec) wywral mi puszke z reki i oproznil zawartosc na piasek. Spojrzal sie na Rafala i zazadal od niego ID. Okazalo sie ze mandacik dostanie tylko Rafal poniewaz tylko on zostal zauwazony podaczas picia. Nastepnie kolo przeszukal nasz plecak i wywalil wszystkie nasze puste puszki i butelki na piasek. Tak oto okazalo sie ze moje szczescie do policji polazlo za mna az na drugi kontynent. Ticket opiewa na jedyne 115 $. Najwyzszy czas opowiedziec o naszej podrozy do i z Vancouver. Podroz do Vancouver oprocz swietnych widokow pozwolila mi przekonac sie jak olbrzymi jest ten kraj. Przebycie prawie 5000 km zajelo nam 3 i pol dnia zbytnio nie spieszac sie. Spedzona jedna noc w motelu, kilka postojow na miejscach widokowych, tankowania, posilki. A i tak przyjechalismy zmeczeni do Vancouver. Teraz wyobrazcie sobie ze ta sama trase zrobilismy w 48 godzin i 20 minut w drodze powrotnej. Laczny czas postojow (jedzenie, potrzeby fizjologiczne i tankowanie plus niespodziewany korek w Gorach Skalistych) wyniosl 2 godziny i 6 minut. Auto zostalo podzielone na trzy przedzialy : kokpit, sypialny i bagazowy. Gdy jedna osoba prowadzila druga zalegala na tylnej kanapie starajac sie usnac. I tak w kolko przez cala Kanade. Bylibysmy szybciej gdyby nie fakt ze oczywisice udalo mi sie nie zabrac z Polski bardzo waznego dokumentu... mianowicie prawa jazdy :D. Dlatego musialem scisle trzymac sie przepisow (wiecie jak trudne jest to dla mnie) co mialo wplyw na predkosc mojej jazdy. Kilka razy mijalem sie z cruiserami (grozno wygladajace amerykanskie wozy policyjne) co owocowalo blyskawicznym napelnieniem sie pampersa. Jazda po kanadyjskich autostradach w nocy to nie lada wyzwanie. Nie dosc ze maja inne znaki, dodatkowe rozwiazania majace ulatwic podrozowanie to takze bardzo czesto nieczytelne znaki poziome. Dla osoby ktora zyje w Kanadzie nie stanowi to problemu. Dla obywatela Unii Europejskiej - MASAKRA :). Dolaczajac do tego narastajace zmecznie macie obraz heroicznego wrecz wysilku jakiemu musialem stawic czolo. Toyotka sprawowala sie bardzo dobrze. Spalanie pomiedzy 5.75 do 6.5 litrow na 100 km. predkosc maksymalna jaka udalo nam sie uzyskac (ja spalem, jakbym nie spal to bym na to nie pozwolil :) ) to 174 km/h.



A oto kilka zdjec z podrozy:




No to teraz juz wiecie ile oktanow ma V Power w Kanadzie:)


Miom, ze w korku to humor dopisuje. W tle Rockies.



Tego typu kamienne konstrukcje pojawia sie przez cale Ontario. Podobno Indianie w ten sposob przypominaja, ze to ich kraj...
Pelne dane z GPS'a jak ktos by nie wierzyl:)


Topograficzny podzial trasy :
1. Quebec : kraina rzeki sw Wawrzynca oraz poczatek canadian shield
2. Polnocne Ontario : kraina gestapowcow oraz canadian shield ciag dalszy
3. Manitoba, Saskatchewan oraz wieksza czesc Alberty (az do Calgary) prerie
4. Koncowka Alberty i British Columbia : Gory Skaliste